| piątek, 13 stycznia 2012 10:07 |
|
Nie ma chyba w całej Polsce osoby na tyle kompetentnej, która mogłaby jasno i klarownie odpowiedzieć na pytanie: O co chodzi??? Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze, każdy szuka oszczędności. Minister tłumaczy, że to wszystko nie jest tak straszne jak wygląda, chociaż sam wie jaką poniósł klęskę. Lekarze oglądają się na aptekarzy w związku z receptami – jak pisać i co pisać? Najgorzej jak zwykle mają pacjenci, ponieważ wszystko ich dotyczy a nic nie wiedzą. Wszystko idzie jednak w tym kierunku co zwykle – zaoszczędzi NFZ a zapłaci pacjent. Dziś pytamy aptekarzy, lekarzy i pacjentów, których nowa ustawa dotyczy. Jak to wygląda w praktyce? Elżbieta Paczek, Internista z wieloletnim stażem Pani doktor co zmieniła w Pani pracy nowa ustawa refundacyjna? Pracuję co dzień po 2-3 godziny dłużej próbując „dogodzić” urzędnikom, ale to, co oni wymyślili nie ma żadnego przełożenia na rzeczywistość. Wymaga się ode mnie pracy zgodnie z nową ustawą, ale brak mi do tego narzędzi. Sama w sylwestra siedziałam do 3 nad ranem spisując ze strony internetowej jakie laki mam przepisywać, z jakim procentem refundacji. Przed chwilą wyszedł ode mnie z gabinetu pacjent od wielu lat ciężko chory. Młody człowiek z 14 pozycjami choroby m.in. Otyłość, tarczyca, cukrzyca, nadciśnienie tętnicze, choroba serca, niewydolność krążenia, przerost gruczołu krokowego… Leczę go od dawna i wiem, jaki to pacjent i jakie leki są dla niego najlepsze, tymczasem nowa ustawa mówi co innego Co teraz z takim pacjentem? Każdy lek na każdą chorobę muszę sprawdzić. Moje wieloletnie doświadczenie, lata nauki, szkoleń i doświadczenia nauczyły mnie jakimi substancjami leczyć pewne dolegliwości. Co jest najlepsze dla pacjenta w danym przypadku. Niestety, teraz okazuje się, że ta moja wiedza jest niepotrzebna albo jestem niekompetentna. Stworzono wskazania rejestracyjne leków, tylko na oczy tego nie widziałam i nie wiem skąd to wziąć, gdzie nam lekarzom nakazuje się, zgodnie z rejestracją leku, przepisywać konkretny lek na konkretną chorobę. W tej chwili nie możemy kierować się dobrem pacjenta i naszym doświadczeniem tylko tym, co wytyczył nam urząd. Ja, kieruję się jednak dobrem pacjenta i przepisuję te leki, które są dla niego najlepsze. Jeżeli przyjdzie kontrola i stwierdzą, że to co robię 20 lat robię źle, to mnie zamkną i nie wiem co wtedy będzie. Oprócz tego, że nie wiem czy dany lek jest zarejestrowany czy nie, to sama muszę wpisać procent refundacji za każdym razem przeszukując moje notatki, mimo to i tak nie wiem, czy to jest dobrze. Do tej pory ten pacjent miał 30% zniżki, ale teraz nie ma żadnej refundacji. Czym to się różni? Niewydolność krążenia leczy się bez względu na stopień choroby tak samo. Pacjent musi przyjmować „ten” lek bez względu na stopień choroby. Czy jest on większy czy mniejszy, pacjent musi go przyjmować i leczyć się. Czy popiera Pani protest lekarzy? Tak popieram. Protestujący dążą do tego, aby ułatwić pracę lekarzom i pomóc pacjentom w dobrej wierze. To urzędnicy są po to, żeby nam pomagać w pracy a nie my – lekarze – żeby siedzieć godzinami nad stertą wypisywania papierów. Nam to do niczego nie jest potrzebne, ani tym bardziej pacjentom. Nasz praca jest z powołania, zdajemy sobie sprawę, że pomagamy ludziom, często ratując ich zdrowie i życie. To jest dla nas najważniejsze. Część ludzi potraciła refundację na leki, płacą drożej. Ja sama już po woli mam dość, co dzień pracuję dłużej, za darmo a i tak nie wiem czy robię to dobrze i czy mnie jakiś urzędnik za to nie ukarze. Jak tak dłużej będzie, to będę przyjmować tylko w godzinach pracy, ale wtedy ucierpią pacjenci. Co z nowymi pieczątkami i receptami? To jest też ciekawy temat. Otóż do mnie żadne pieczątki nie dotarły, więc jak mam je przystawiać, czego też wymaga ode mnie urząd? Nowe recepty są podzielone na pięć linii, jak dla dzieci w szkole, obok stoi mała krateczka na stopień odpłatności. Zalecenia do wypisywania recept są takie, że nie można wychodzić za linię, rozciągać wyrazów. Pracuję teraz jak komputer żeby sprostać wymaganiom, piszę drobnym maczkiem i uważam, żeby wszystko się zmieściło, nie jest to proste. Czy Pani również protestuje? Tak, przyłączam się do protestujących. Gdybym otrzymała pieczątki, to bym je przybijała (przyp. red : Te o refundacji do decyzji NFZ). Zamieszanie jest okropne i niech jak najszybciej się skończy. Kobieta około 50-tki, klient apteki Czy kupuje Pani leki z refundacją? Tak, jestem chora na cukrzycę, kupuję insulinę. Czy obawia się Pani, że leki podrożeją albo będą płatne w 100%? Obawiałam się, póki co, to jednak nic się nie zmieniło. Dostałam receptę od lekarza i kupiłam insulinę za 3 zł „coś” tak jak do tej pory. Nie znam się na tym, co lekarze piszą na receptach, czy są tam jakieś inne znaki czy pieczątki. Ważne, że nie mam problemu z lekami, że nic nie musiałam dopłacić. Mężczyzna około 50-tki, klient apteki Czy kupuje Pan leki z refundacją? Tak, kupuję i mam z tym problem. Nie w tej aptece, ale w innej. Chciałem kupić lek, na który miałem zawsze zniżkę, ale otrzymałem taką receptę, że w poprzedniej aptece kazali mi zapłacić 100%. Pani powiedziała, że ona nie będzie ryzykować, czy NFZ jej odda pieniądze czy nie, więc jeżeli nie chcę płacić całej kwoty, to muszę sobie poszukać apteki, która sama zadecyduję o tym, że wyda tańszy lek – znaczy odliczy refundację. I znalazł Pan? No tak, znalazłem ttu (wskazuje na aptekę), ale nie rozumiem tego? To jednej aptece oddają pieniądze a drugiej nie? Zamieszanie i bałagan! Żebym ja musiał szukać apteki dlatego, że lekarz protestuje! Szkoda, że ja nie mogę zacząć protestować i przestać chorować w ogóle! Jakby w Polsce nie było ludzi chorych, to NFZ nie miałby z nami problemu, wszystko zagarnęliby dla siebie i po kłopocie. Czy obawia się Pan, że będzie musiał płacić 100% ceny za lek? Tak, tylko wtedy to mnie nie będzie na niego stać i go nie będę kupował. Może szybciej umrę i problem z głowy… Łukasz Domański, właściciel sklepu medycznego i apteki Jest pan właścicielem apteki, co w praktyce w Pana pracy zmienił 1 stycznia a z nim wprowadzenie nowej ustawy odnośnie refundacji leków? Byliśmy apteką, która w tym roku pracowała 1 stycznia. Zamieszanie było bardzo duże, ale wynikało przede wszystkim z niewiedzy. Lekarze z ostrego dyżuru dzwonili do moich pracowników pytać w jaki sposób mają wypisywać recepty? My też tego nie widzieliśmy. Czy Pana pracownicy odczuli skutki protestu lekarzy? Niestety tak, lekarze celowo nie wpisywali oddziału refundującego na recepcie, bądź przybijali pieczątki, iż wielkość refundacji pozostawiają do decyzji NFZ. Co w taki przypadku należało zrobić? Jeżeli brakowało oddziału funduszu, należało do recepty załączyć kopię ubezpieczenia pacjenta, na tej podstawie ustalano odział NFZ. W przypadku „pieczątki” jest problem. Przystawienie tej o decyzji o refundacji przez NFZ oznacza dla apteki pobranie 100% ceny od pacjenta mimo, że do tej pory miał ten lek refundowany. Nie chcąc stracić pacjentów, sprzedajemy takie leki z refundacją, ale nie wiemy czy NFZ nam te pieniądze zwróci. Jest to dla nas duże ryzyko. Co jeszcze sprawiło Panu problem? Dużym kłopotem jest to, że od 1.01.2012r spadła o 50% marża dla apteki na leki urzędowe objęte refundacją. Co za tym idzie? Mniejszy dochód, zwolnienia pracowników, zamykanie mniejszych aptek, a następnie droższe leki dla pacjentów. Jako apteka nie możemy stosować również żadnej formy reklamy, jedyne informacje jakie możemy zamieszczać na budynku to godziny otwarcia. Nie jest również sprecyzowane to, czy dotyczy to tylko budynku, czy również bilbordów reklamowych na mieście, bo skoro jest to bilbord, który ma w sobie tylko nazwę apteki i godziny otwarcia, to czy jest reklamą czy nie? Jest pan również właścicielem dwóch punktów sklepu medycznego, czy tu też coś się zmieniło od nowego roku? Nie, jeżeli chodzi o sklep medyczny, to wszystko pozostaje bez zmian. Nie wiem jedynie czy mogę go reklamować czy nie. 13 stycznia mam konferencję, która mam nadzieję wyjaśni wiele moich wątpliwości. Marzena |
| Wróć... |
































































Z nowym rokiem „zawitała” do nas nowa ustawa o refundacji leków. Nikt nie wie co tak naprawdę oznacza, zarówno pracownicy służby zdrowia, NFZ i pacjenci narzekają na ogromny bałagan.



















