| środa, 28 grudnia 2011 10:09 |
|
Festyn przyciągnął do naszego pięknego miasta bardzo dużo osób. W pierwszą niedzielę września, byli oni uczestnikami wyjątkowego dla historii samego miasta festynu, o którym z pewnością jeszcze przez wiele lat będzie tu głośno. I nie ma się czemu dziwić. Pożegnanie lata, którego organizatorem była firma Brokom, należy uznać pod wieloma względami za udane. Po raz pierwszy od lat, udało się stworzyć w Dęblinie z takim rozmachem dużego rozmiaru imprezę plenerową, która osiągnęła tak dobry poziom artystyczny i organizacyjny. Przechadzając się czy to po lunaparku, czy to przed sceną muzyczną, można było odnieść wrażenie, że organizator pomyślał o wszystkim. Doskonale zaplanował co i gdzie stać powinno, aby sobie nawzajem nie przeszkadzało. Wśród różnorodnych atrakcji niedzielnego popołudnia, każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Wszyscy, którzy kochają taniec i piękne, zgrabne kobiety mogli dzięki zespołom Greenflow i Alchemist Project podziwiać ich wdzięk, urodę oraz umiejętności wokalne i taneczne. Bo panie, trzeba przyznać, nie żałowały ani gardeł, ani tym bardziej swoich wdzięków. Niemałym zainteresowaniem cieszył się też koncert Bobiego. Ciepłe niedzielne popołudnie sprawiło, że na festynie pojawiło się wiele rodzin z dziećmi. Dla nich także przewidziano szereg ciekawych atrakcji na pobliskim placu zabaw. W czasie imprezy zaprezentowali się również lokalni artyści: chóry seniora, Klub Aktywnych Kobiet, młodzież z domów kultury z Baranowa i Dęblina oraz Liceum Lotniczego z Dęblina, Kabaret Onufry, zespół Pelagia a także Lasio Companija.
Tak bawiono się do godziny 20.30, wtedy to na scenie pojawił się Bruce Lacy, znany także publiczności jako Captain Jack oraz towarzysząca mu Laura - Gwiazdy niemieckiego eurodance'u, z których każda zachwycała na swój sposób. Zmysłowość tańca i melodyjny akompaniament muzyczny Laury doskonale współgrały z potężną sylwetką i chrapliwym głosem Captain’a Jack’a. Można było odnieść wrażenie, że tworzą oni od co najmniej kilkudziesięciu lat doskonale zgrany duet, któremu wystarczy jedno spojrzenie, aby wiadomo było, co teraz zaśpiewać. Bruce Lacy to dawny żołnierz amerykańskich marines, który po upadku muru berlińskiego pozostał w Niemczech. Było jednak w Dęblińskim występie Laury i Captain’a Jack'a coś, co można nazwać sprzężeniem się piękna i siły. Był to ten rodzaj dynamizmu, którego brakuje wielu polskim zespołom muzycznym. Nic więc dziwnego, że publiczność, trzymana do pojawienia się Captain’a Jack'a w napięciu przez dj’a Atruro i Jacka Kawalca, niemal oszalała z radości. Emocje osiągnęły zaś swój punkt zenitu, kiedy na głowy publiczności posypały się największe hity tego zespołu, które powstały jeszcze w połowie lat 90 ubiegłego wieku. Niektórym z uczestników emocje udzieliły się do tego stopnia, że postanowili wtargnąć na scenę. I co warte odnotowania do odważnych należały nasze młode dęblinianki. Trzeba jednak przyznać, że pomimo olbrzymich emocji, jakie towarzyszyły występowi, bawiono się na jego występie w sposób kulturalny i bez niepotrzebnych ekscesów. Sam Capitan Jack, jak powiedział później w rozmowie, nigdzie nie czuł się tak dobrze jak w naszym kraju i chętnie wróci tu ponownie.
Może więc czas pomyśleć o następnym koncercie z udziałem tak znamienitych gwiazd? Jesteśmy w centrum Europy i potrzeba nam imprez na skalę i miarę europejską, a nie podwórkowych ze sporą domieszką obciachu.
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Pina
|
| Wróć... |
































































4 września, zarówno dębliniacy jak i mieszkańcy okolicznych miejscowości, mogli bawić się na festynie wielkiego formatu. Dzięki temu wydarzeniu, Dęblin promowany był na szeroką skalę. 



























